W globalnej gospodarce zmiany nabierają coraz większego tempa. Ten trend jest widoczny również w branży turystycznej. Dotychczasowe modele biznesowe nie wytrzymują próby czasu. Każdy kto sztywno będzie trzymał się swoich założeń sprzed lat dostanie od rynku srogą lekcję. Sztandarowym przykładem wydaje się być klęska giganta turystycznego Thomasa Cooka. To najstarsze biuro podróży (założone jeszcze w XIX w.) właśnie przechodzi do lamusa. Dochodzi do tego przy rosnącym rynku turystycznym. Czy to znak, że w branży dzieje się coś niedobrego? A może pewien model biznesowy właśnie się wyczerpał? Jak odnaleźć się w bieżącej szalonej rzeczywistości biznesowej?

 

Płynność przede wszystkim

 

Od strony analizy finansowej w zasadzie każda upadłość biznesowa ma takie samo zakończenie – utrata płynności finansowej. Brak zdolności regulowania zobowiązań to ostatnia faza agonii przedsiębiorstw. Zazwyczaj poprzedza ją ogromne zadłużenie. To z kolei jest efektem niskich rentowności w danym biznesie. Nie generuję dość gotówki aby podjąć niezbędne inwestycje więc pożyczam. Mam mnóstwo stałych wydatków a ostatni miesiąc był pod kreską więc pożyczam. Niskie marże to częsty syndrom rynków przesyconych konkurencją. Przy produkcie dostępnym „wszędzie” firmy schodzą z cenami poniżej poziomu opłacalności. Pozornie sprzedaż jest rentowna ale model nie przewiduje żadnego bufora na machnięcia skrzydłami czarnego łabędzia. Mimo to zarząd akceptuje taką politykę cenową. W innym wypadku konkurencja przejmie klienta, a bez klienta nie ma biznesu. Jak wyjść z tego błędnego koła? A może będziemy sprzedawać coś czego nie mają inni? To banalne panaceum w praktyce okazuje się bardzo trudne. Naturalnym pierwszym skojarzeniem jest wymyślenie czegoś nowego, przełomowego, technologicznie innowacyjnego. To skojarzenie jest efektem wszechobecnego kultu technologii i pędem za nowościami. Tylko co jest tak naprawdę ostatecznym produktem, który chcemy sprzedać? Ostateczny produkt, który konsument chce kupić. Czyli telefon z jeszcze lepszym aparatem czy doświadczenie posiadania tego telefonu? Jeżeli to drugie to nie powinniśmy się skupiać na wytwarzaniu wyjątkowych produktów tylko wyjątkowych doświadczeń.

 

Turystyka –  …i doświadczenie przygody

 

Prawdopodobnie większość środowiska akademickiego związanego z materią turystyki nie zgodzi się z powyższym podtytułem. „Przygoda” nie występuje w żadnej oficjalnej definicji turystyki. Tymczasem myśląc w kategorii nowych, wyjątkowych, unikalnych doświadczeń w obszarze turystyki  trudno o lepszą przystań. Logistyka, gastronomia czy hotelarstwo to tylko hardwear, który umożliwia wygenerowanie tego doświadczenia. Porównanie do branży IT nie jest przypadkowe. Na podejściu user experience wyrósł współczesny gigant – Apple. To Steve Jobs oszalały na punkcie doświadczeń użytkownika przełamywał przy pomocy zespołu projektantów i informatyków kolejne bariery techniczne. Jak możemy takie podejście zaimplementować w biznesie turystycznym? Dokładnie tak jak to robił Jobs. Wykorzystując wszystkie składowe jako narzędzia do wygenerowania doświadczeń klienta. Zanim jednak do tego procesu przystąpimy musimy sobie te doświadczenia określić. Kluczem do sukcesu na rynku przepełnionym usługami może okazać się wyjątkowość tego doświadczenia. Turystyka masowa przysposobiona w świetny hardwear,  zagospodarowana przez wielkie korporacje zgubiła po drodze tą wyjątkowość. Turyści od pewnego czasu coraz częściej zaczynają jej szukać na własną rękę. Odnajdują ją w szeregu wypraw organizowanych na własną rękę oraz w lokalnych miejscówkach z niepowtarzalnym klimatem. Jak taką miejscówkę stworzyć? Czy jest jakaś recepta na niepowtarzalny klimat? Glamping jest próbą odpowiedzi na te pytania.

 

Glamping – nocleg też może być przygodą

 

Skoro już określiliśmy podstawowe doświadczenie, które chcemy zapewnić naszemu odbiorcy możemy pójść krok dalej. Przygoda może zaczynać się już w momencie startu. Na przykład poprzez ciekawą trasę i formę dotarcia na miejsce docelowe. Sprzedaliśmy masowo tą możliwość na rzecz komfortu wsiadając w autokar, samolot nawet przy niedużych odległościach. Obecnym przejawem poszukiwania przygody na etapie podróży jest dynamicznie rosnący rynek caravaningu. Jeżeli jesteśmy już na miejscu oczekujemy kolejnej dawki pozytywnych emocji i wyjątkowych wrażeń. Standardowy pokój hotelowy zazwyczaj dostarcza nam poczucie komfortu ale rzadko możemy powiedzieć, że jest źródłem ekscytacji. Właśnie dlatego pokoje z widokiem na morze są rozchwytywane w pierwszej kolejności. Mając zapewnione podstawowe poczucie komfortu chcemy eksplorować. I tu nadchodzi rynkowa odpowiedź.  Glamping. Nocleg staje się przygodą. Połączenie odpowiednich materiałów, designu i bliskości natury przynosi masę unikalnych doświadczeń. Tworząc miejsca o wyjątkowym charakterze tworzymy wyjątkowe doświadczenia. To nie jest przepis na sukces ale mam nadzieję, że przynajmniej inspiracja dla tych którzy obecnie chcą spróbować swoich sił w turystyce.